Marzenia stają się rzeczywistością - rozmawiamy z Pawłem „BIBĄ” Binkiewiczem o muzyce, przygodzie z X- Factorem, nagrywaniu płyty i jego pracy w… Irlandii

Portal Ludzi Sztuki rozmawia z Pawłem „BIBĄ” Binkiewiczem o muzyce, przygodzie z programem X- Factor, nagrywaniu płyty i jego pracy w…  Irlandii

– Masz może tradycje muzyczne? Czy u Ciebie w rodzinie ktoś śpiewał? Grał na instrumencie?

– Tak, i to nawet dość mocne. Mój pradziadek ze strony taty był organistą przez wiele lat, a potem jego syn, w Prażmowie, w miejscowości położonej niedaleko Grójca. Z opowieści babci wiem, że tak jak ja, nie miał żadnego wykształcenia muzycznego, a grał na wielu instrumentach i śpiewał. Zresztą tak samo, jak prababcia Zosia, w której zakochał się, gdy usłyszał jak śpiewa (śmiech).

– Wiem, że już w liceum mocno zaangażowałeś się w zespół. Jaki repertuar graliście i dlaczego nie ma  jego kontynuacji?

– Mój pierwszy zespół powstał w I klasie liceum. Bardzo miło, a nawet z rozrzewnieniem wspominam tamte czasy. Nazywaliśmy się Die Rauber, graliśmy własne utwory, których byłem autorem. Zresztą jedną z tamtych piosenek pod tytułem "Teraz sam" będzie można usłyszeć na mojej płycie. Oczywiście w kompletnie nowej aranżacji. Graliśmy wtedy dość mocnego rocka, ocierając się nawet o punk. Coś w stylu H-Blockx, Offspring, takie siarczyste i głośne gitarowe granie. Trio, bowiem w takim składzie występowaliśmy, nie przetrwało próby czasu i każdy z nas poszedł w swoją stronę.

– Po  skończonej edukacji wyjechałeś do Irlandii za pracą. Czy tam również zajmowałeś  się muzyką?

– Ten wyjazd, to bardzo ważny etap w moim życiu. Wiele z tego, co  zobaczyłem w Irlandii wykorzystuję w życiu do tej pory. Niestety nie wyjechałem tam grać, a  pracować i liznąć życia na zachodzie po dołączeniu naszego kraju do Unii i otwarciu dla nas granic. Początkowo znalazłem pracę w fabryce metalu, gdzie razem z innymi chłopakami z Polski robiliśmy z blachy naprawdę różne rzeczy. Jeśli to czytacie, to POZDROOO dla Was (śmiech), bo naprawdę te znajomości do tej pory są dla mnie ważne. Wiem, że wielu tamtych kolegów do tej pory mnie wspiera i często piszemy do siebie. Później przyszedł czas na fabrykę tuszy do drukarek i nocne zmiany po 12 godzin, gdzie, żeby przetrwać w nocy śpiewałem na całą fabrykę. Przez chwilę nawet dodatkowo zasuwałem w sklepie z ciuchami, ale też… zagrałem i zaśpiewałem w zespole! Zagraliśmy nawet koncert, ale jakoś nic z tego dalej nie wyszło, bo jednak zajęci byliśmy pracą. A ja i tak wiedziałem, że jak wrócę, reaktywuję zespół i będę grać dalej, bo kocham to na maksa!

– Szerokiej publiczności dałeś się poznać z programu telewizyjnego typu talent-show „X-Factor”, gdzie całkiem dobrze zostałeś przyjęty przez jury. To ta sama edycja, którą wygrał Dawid Podsiadło. On już kończy nagrywać drugą solową płytę, a Ty nie masz pierwszej. Brak szczęścia? Bo talentu Tobie na pewno nie brakuje.

– Dziękuję za te słowa. Nie wiem czy szczęścia, czy czegoś innego. Po prostu jakoś tak wyszło. Ja i tak nie przestanę śpiewać, grać i starać się o tę pierwszą, wymarzoną płytę, bo to dla mnie cel tego całego X- factorowego zamieszania. Moja droga widocznie tak wygląda i gdzieś właśnie tak została zapisana. Obiecuję, że ta pierwsza płyta już wkrótce trafi do Was, bo została nagrana w całości i czeka na przygotowanie do wydania. Ja zaś dalej robię swoje i trochę po mojemu, co naprawdę daje mi wiele powodów do radości.

– Czy słowa „cierpliwość, marzenia” oddają w pełni przekaz Twojej nowej piosenki „Warto Poczekać”? Czy mogę Cię poprosić, abyś odniósł się do tego, mając na względzie wskazówki dla osób, które dopiero stoją u progu swojej  muzycznej kariery?

 - Niech każdy, kto idzie swoją drogą, ma przede wszystkim przemyślany każdy krok, niech będzie pewien tego, co robi i mocno w to wierzy. Wtedy sukces prędzej czy później musi nadejść. Bo kiedy już wiesz, co chcesz robić, tak jak w moim przypadku zajmować się muzyką i śpiewać, wystarczy konsekwentnie kroczyć tą drogą i szukać właściwych dla siebie rozwiązań. Cel można osiągnąć na różne sposoby. Cierpliwością, bo czasami naprawdę nie jest łatwo oraz marzeniami, bo to daje mnóstwo satysfakcji, kiedy marzenia stają się rzeczywistością. Podpowiem też od siebie, że należy się cieszyć każdą z chwil i czerpać przyjemność z tego, co się robi… wtedy jest… nie inaczej, tylko po prostu pięknie!

– Czy uważasz, że w Polsce można zarobić i żyć zajmując się tylko śpiewaniem i graniem? Masz porównanie z Irlandią. Czy tam jest łatwiej?

- Tam jest zdecydowanie łatwiej, a nawet czasami przyjemniej. Ale ja kocham swój kraj, kocham ludzi, których na swej drodze spotkałem i naprawdę dobrze mi tutaj, w mojej ojczyźnie. Jak się chce, można wszystko, czasami jednak trwa to dłużej i jest troszkę trudniej, ale za to satysfakcja znacznie większa. A zatem wszystkim tym, którzy próbują nie tylko śpiewać, ale robić to, co kochają i zamienić to w sposób na zarabianie pieniędzy, polecam uzbroić się w cierpliwość i nie poddawać się. My Polacy już nie raz dzięki temu właśnie wychodziliśmy na swoje. Pomimo przeciwności losu udawało nam się zwyciężać i wygrywać  zarówno małe, jak i wielkie bitwy.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Arkadiusz Kałucki

Fot. Maciej Tyma

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się.