Mój talent weryfikuje słuchacz - rozmowa z wokalistką LANBERRY Małgorzatą Uściłowską w trakcie jej debiutu singlowego Podpalimy świat. Singiel właśnie trafił do rozgłośni radiowych.

– Czy pamiętasz swój pierwszy występ przed  publicznością szerszą, niż rodzina? To była akademia szkolna? A może to było w przedszkolu? Jakiś Dom Kultury?

– Pamiętam przynajmniej dwa. Pierwszy, to był mój bardzo dziwny występ w przedszkolu, kiedy śpiewałam piosenkę My life will never be the same. To dość poważna piosenka, jak na pięciolatkę, ale takie właśnie miałam wtedy fascynacje. A drugi występ, miałam dwanaście lub trzynaście lat, odbył się w lokalnym Domu Kultury w Wyszkowie. Należałam tam do klubu piosenki i śpiewałam utwór Pamiętasz była jesień.

- Czy ktoś zaprowadził  Cię na lekcje śpiewu? A może uczyłaś się grać na jakimś instrumencie?

 – Na początku uczyłam się grać na skrzypcach, ale stwierdziłam, że skrzypce nie są moim powołaniem i porzuciłam je, właśnie na rzecz śpiewu. Zapisałam się do klubu piosenki, który prowadziła wtedy pani Irena Zdunek. To był mój pierwszy krok w stronę takiego już poważniejszego podejścia do śpiewania.

– Dom Kultury to pierwszy – z perspektywy czasu oceniając – dobry muzyczny krok. Następnym było liceum, studia? Rozumiem, że Ty  byłaś już zdecydowana, że chcesz śpiewać…

– Wiedziałam, że chcę śpiewać, ale chciałam mieć też plan „b”, dlatego  zdecydowałam się na studia zupełnie niezwiązane z muzyką. Skończyłam lingwistykę stosowaną w Warszawie, ponieważ moją drugą pasją są języki obce. Ale muzyka zawsze była numerem jeden. Chciałam mieć to zabezpieczenie na wypadek „gdyby coś”. Przyznam jednak, że cały czas byłam skupiona tylko i wyłącznie na muzyce.

– Kto jest Twoją inspiracją na tyle silną, że podążasz tą drogą?

- To rodzina w dużej mierze ukształtowała moją wrażliwość muzyczną. Mój tata i dziadek byli muzykami - amatorami. Grali na gitarze, skrzypcach i pianinie. To właśnie w domu rodzinnym przesiąkłam miłością do muzyki. Oczywiście potem, po drodze pojawiali się różni artyści, którzy mnie inspirowali i nadal inspirują.

– A dzisiaj, tak z perspektywy czasu, kto z polskich artystów jest dla ciebie drogowskazem?

– Z polskich artystów,  w tym momencie, ciężko mi wskazać kogoś konkretnego, ponieważ od dłuższego czasu myślami i muzycznie jestem zagranicą. Zawsze bardzo ceniłam Natalię Kukulską, która jest mistrzynią jeżeli chodzi o eksperymentowanie z brzmieniem. Jej ostatnia płyta jest rewelacyjna (przyp. red. Ósmy plan). Trochę mroczna, zupełnie inna. Jeśli ktoś pamięta Natalię Kukulską z lat 90. i piosenki Puls czy Im więcej ciebie tym mniej ,to może być zaskoczony.

– Wtedy muzyka soul, r’n’b miała zupełnie inny wymiar, ale Natalia idealnie się wpasowała ze swoim brzmieniem. Ale porozmawiajmy o Tobie. Dziś jesteśmy w trakcie twojego debiutu singlowego Podpalimy świat. Nagranie trafiło już do stacji radiowych w Polsce.  Zarówno do tych komercyjnych, jak i państwowych. Tak z własnej perspektywy, co byś poradziła młodym ludziom? Jaka jest Twoja recepta na to, by mogli znaleźć się w miejscu, w którym Ty teraz jesteś?

 – Przede wszystkim nie uciekać od siebie i od tego, jaki się ma pomysł na siebie. Później trzeba sprawdzić, czy ten pomysł ma sens i czy ma jakąś wartość. Znaleźć ludzi, którzy znają się na rynku, na muzyce i potrafią w jakiś sposób ocenić Twoją twórczość i rzetelnie zweryfikować to, co robisz. Ale wiadomo, ludzie są czasami negatywnie nastawieni, więc nie należy zrażać się bezsensowną krytyką, tylko wyciągać wnioski z tej konstruktywnej krytyki. Przed wszystkim zacisnąć zęby i walczyć. Wiem, że to banalnie brzmi, ale na swoim przykładzie przekonałam się, że nawet jeśli sytuacja wygląda beznadziejnie, to zaciskam zęby i idę do przodu, bo wierzę w to, co robię. Wierzę w swoją muzykę i przede wszystkim z całych sił wierzę w siebie.

– Miewałaś już chwile zwątpienia ?

– Oczywiście. Myślę, że każdy, kto ma przeszkody do pokonania i jakieś problemy, ma takie momenty. Kiedy zaczyna wątpić w siebie i w to, co robi. Wtedy idealnie jest, jeśli znajdzie się obok ktoś, kto pociesza i wspiera - rodzina, znajomi, przyjaciele. Takie wsparcie z zewnątrz, to duża pomoc, ale ostatecznie i tak wszystko zależy od nas i od tego, czy po chwili zwątpienia  dźwigniemy się z kolan, wstaniemy i pójdziemy dalej.

– Czy od Twojego debiutu w mediach przybyło Ci przyjaciół? A może zauważasz już wokół siebie grono pochlebców chcących coś ugrać na twojej karierze?

– Mam dość wąską grupę przyjaciół i bardzo cieszę się z każdego wyrazu sympatii. Moi dalsi znajomi piszą, gratulują i to także jest bardzo przyjemne. Na razie nie zauważyłam jakichś  negatywnych aspektów tego, co robię.

– Czy w Twojej branży szczęście jest nieodzowne?

– Oczywiście. Jest potrzebne szczęście i duży nakład pracy. Szczęście polega moim zdaniem na tym, że w jednym czasie spotykają się odpowiednie osoby, które po pierwsze uwierzą, po drugie pomogą pójść dalej… Szczęście, że wszystko zgra się w jednym czasie. Ja czuję, że właśnie jestem w takim momencie w moim życiu.

– No i trzeba w tym miejscu powiedzieć rzecz najważniejszą… Trzeba mieć talent!

–Tak, ale myślę, że to już ocenią słuchacze. Ważne, aby uwierzyć w siebie. Że potrafisz śpiewać, tworzyć… Natomiast  to wszystko tak czy inaczej zweryfikuje słuchacz.

– Ćwiczysz,  cały czas trenujesz  śpiewanie…. Czy jesteś na stałe pod czyjąś opieką?

– Ostatnio już nie. Wiem jednak, że śpiewanie to ciągła praca nad sobą. Fachowe konsultacje są bardzo pomocne. Teraz na You Tube’ie jest bardzo dużo tak zwanych tutoriali i tam bardzo fajni wokaliści udzielają  rad dotyczących śpiewu i na przykład tego, jak rodzić sobie z problemami, które mogą wystąpić. Chętnie sięgam do tych materiałów, bo to kopalnia wiedzy.

– Śpiewasz po polsku. Czy planujesz w przyszłości nagrać materiał po angielsku i pójść dalej w świat? Wiążesz z tym swoją przyszłość?

– Ciężko mi myśleć o dalekiej przyszłości, ale oczywiście zawsze marzyłam o tym, żeby wydać płytę anglojęzyczną. Mam też taki system pisania, że najpierw piszę po angielsku, a dopiero potem po polsku, to taki naturalny proces u mnie. Zależy mi bardzo na tym, żeby przede wszystkim dotrzeć do polskiego słuchacza, więc próbuję swoich sił w języku ojczystym.

– Podobno chciałabyś nagrać duet? Z jakiego nurtu muzycznego byłaby ta osoba?

– To trudne pytanie. Jest mnóstwo takich artystów. Bardzo chciałabym zaśpiewać w duecie damsko-męskim. To na pewno. Jest taki świetny zespół Years & Years. To dla mnie fenomen. O tak! Duet z wokalistą Years & Years (przyp. red. Olly Alexander) to byłoby spełnienie moich marzeń!

– Na zakończenie naszej rozmowy: jakie są trzy realne życzenia  Lanberry do spełnienia?

– Trzy życzenia do złotej rybki… Ja mam przede wszystkim jedno wielkie marzenie dotyczące mojej kariery muzycznej. Pragnę koncertować, stojąc na scenie widzieć ludzi, którzy stoją przede mną i śpiewają moje piosenki. Chcę, żeby moja muzyka porywała ich i chwytała za serca. To właśnie moje marzenia.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Arkadiusz Kałucki
fot. Universal Music Polska A. Powierża

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się.