W piosenkach łamałam sobie język - z Agą Dyk, wokalistką zespołu Brathanki, rozmawiamy o pierwszych jej krokach w muzyce, występach z grupą i jej solowej płycie

– W 2015 mija dziesięć lat kiedy w programie telewizyjnym „Szansa na sukces” zaśpiewałaś mega-przebój „Czerwone korale” zespołu Brathanki i go wygrałaś. Jak wspominasz tamten występ i dlaczego zdecydowałaś się na udział?

–  To już 10 lat? Czas naprawdę szybko leci. Ale to co dobre zawsze trzyma się w sercu i pamięta, tak szczegółowo, jakby to było wczoraj. Nie będę tu opowiadać o wszystkich moich uczuciach i przeżyciach jakie wiążą się z „Szansą na sukces”. Wiem na pewno, że udział w programie był dla mnie ogromnym wydarzeniem. Szansą jaką dostaje się raz w życiu i której nie można zaprzepaścić. Do programu przygotowałam się jak mogłam najlepiej. Mimo wszystko i tak stres, przed występem, nie opuszczał mnie ani na krok. Do tej pory nie jestem do końca pewna czy bardziej stresowałam się występem czy rozmową z Wojciechem Mannem. Mimo małej wpadki, dotyczącej liczy mojego rodzeństwa (w sumie jest nas siedmioro, więc ze stresu lekko pomyliłam się w rachunkach), wszystko zakończyło się szczęśliwie. Wygraną w „Szansie na sukces”, z pewnością mogę nazwać, moim pierwszym wokalnym sukcesem. To ona otworzyła mi drzwi, których możliwe, że nikt by, wcześniej ani później, przede mną nie otworzył. To była dobra szkoła sprawdzenia swoich możliwości, radzenia sobie ze stresem oraz zobaczenia tego wszystkiego co widz, przed telewizorem nie jest w stanie dostrzec, liczby osób pracujących przy realizacji takiego programu, ich serdecznego podejścia do swojej pracy, jak i wszystkich uczestników. „Szansa na sukces” była w niejednym polskim domu, także i w moim, obowiązkowym  niedzielnym rytuałem. Niestety kilka lat temu została zdjęta z anteny, nad czym do tej pory ubolewam.

– Kto zaszczepił w Tobie śpiewanie? Jakich miałaś nauczycieli śpiewu w swojej karierze?

– Jako mała dziewczynka zawsze lubiłam ubierać szpilki mojej mamy i udawać, że jestem piosenkarką „wielkiego formatu”. Na schodach przed domem występowałam dla wyimaginowanej publiczności, dlatego można powiedzieć, że od małego zawsze śpiewałam dla pełnej widowni…  Prawdziwa przygoda ze śpiewem zaczęła się w drugiej klasie gimnazjum. Na pierwszej lekcji muzyki, pani Irena Bąk - obecnie dyrektor Zespołu Szkół Samorządowych w Bielinach, gdzie chodziłam do gimnazjum - przeprowadzała, jak co roku, mini-casting do szkolnego chóru. Tam też stawiałam swoje pierwsze kroki. Później miałam indywidualne zajęcia wokalne, które pozwoliły mi spróbować swoich sił na konkursach zarówno o zasięgu ogólnopolskim jak i międzynarodowym. Dzięki pani Irenie dowiedziałam się także o przesłuchaniach do „Szansy na sukces”. To niesamowita kobieta, która poświęciła mi tyle swojego czasu i uwagi, jak żadna inna osoba. Słowo dziękuję z mojej strony to za mało! Obecnie moim mentorem wokalnym jest Sonia Lachowolska, która za pomocą amerykańskiej metody śpiewu Speech Level Singing wyciąga mnie z każdego wokalnego zakrętu. I pozwala zachować balans, który w śpiewie jest rzeczą najistotniejszą.

– Przez trzy lata zanim trafiłaś w końcu do Brathanków, występowałaś w grupie Kulturka. Ten etap Twojego życia pozwolił Tobie nabrać pewności siebie, obycia ze sceną? A może jeszcze czegoś nowego się nauczyłaś?

– Każdy etap w moim życiu uzupełnia kolejny. Krzysztof Filus, założyciel zespołu Kulturka, zadzwonił do mnie właśnie po „Szansie na sukces” i zaprosił na kawę. I tak w skrócie zostałam wokalistką Kulturki. Dzięki tej formacji, po raz pierwszy mogłam zmierzyć się z piosenkami napisanymi dla mnie – nie coverami. Mam na myśli chociażby utwór „Mało wiesz o miłości” czy „Sorry mama”. To, że od dobrych paru lat nie pracujemy już razem nie oznacza, że nie mamy ze sobą kontaktu. Cieszę się, że zespół zaczyna znowu prężnie działać a my, jak na początku, możemy spotkać się na pysznej kawie, tym razem jednak wspominając stare dobre czasy.

– Nie ma co się oszukiwać, że stając się członkiem zespołu Brathanki musiałaś zmierzyć się z porównaniami do Halinki Mlynkovej, byłej wokalistki grupy. Jakie emocje Tobie wtedy towarzyszyły? Co nowi koledzy powiedzieli jak dołączyłaś oficjalnie do Brathanków?

– Pierwsza myśl jaka mi towarzyszyła to, czy poradzę sobie z repertuarem Brathanków i czy zrobię to dobrze. W niektórych piosenkach, przez długi czas łamałam sobie język, żeby cały tekst, dla odbiorcy, był czytelny i zrozumiały. Śpiewałam o każdej porze dnia i w każdym miejscu, żeby słowa jak i muzyka, dosłownie wrosły we mnie i zakorzeniły się w każdym kawałku mojego ciała. Po ponad sześciu latach działalności z Brathankami, mogę śmiało powiedzieć, że ten stan trwa do dziś i z tym samym entuzjazmem, śpiewam wszystkie piosenki, jakbym je śpiewała po raz pierwszy. Nie wiem na czym to polega, ale po prostu tak jest. Cieszę się, że udało nam się wspólnie wydać kilka płyt. W 2014 roku ukazał się nasz najnowszy krążek pt. „moMtyle”, na którym znajdują się takie utwory jak „ Mamo, ja nie chcę za mąż”, czy „Warto”.

– Płyta „moMtyle” to pierwszy w pełni Wasz autorski materiał z Twoim udziałem. Pamiętam, że trasa koncertowa w ubiegłym roku częściowo była połączona z trasą „Lata z Radiem”. Publiczność na takich koncertach jest bardzo różnorodna, bo są też występy innych artystów. A jaki jest odbiorca Brathanków? Masz przed oczami człowieka doświadczonego życiowo, z rodziną? Studenta?

– Jest to trudne pytanie, ponieważ ciężko jest kategoryzować naszego słuchacza. Na koncertach mamy styczność z całym przekrojem społeczeństwa. Przychodzą ludzie młodzi, dzieci, jak i osoby dorosłe. Najcenniejszym zjawiskiem, jakie zaobserwowałam, jest to, że każda z tych grup, w mniejszym bądź większym stopniu, zna nasze kawałki. Mam nadzieję, że to wyznacznik tego, że piosenki, które gramy są ponadczasowe.

– Równolegle z występami w Brathankach rozpoczęłaś solowa karierę. Późną wiosną do stacji radiowych trafiło nagranie „Creme brulee” w Twoim wykonaniu jako Aga Dyk. Dlaczego zdecydowałaś się dwutorowo kontynuować karierę?

– Na wstępie zaznaczę, żeby zapobiec niepotrzebnym domysłom i spekulacjom, co do mojej solowej działalności, że taka decyzja nie jest wynikiem desperacji, znużenia czy niekomfortowej sytuacji w zespole Brathanki. Własny projekt od zawsze był moim marzeniem, które wreszcie realizuje. Jest to tak naturalne jak to, że w pewnym okresie naszego życia chcemy założyć rodzinę i mieć własny dom. To, że dopiero teraz zdecydowałam się na ten krok, jest wynikiem tego, że po prostu jestem na to gotowa. Przełamałam swoje, z perspektyw czasu, bezsensowne obawy. Takie jak chociażby strach przed wzięciem odpowiedzialności przed słuchaczami za swój materiał. Wiem w jakiej stylistyce chcę pokazać się światu jako Aga Dyk i jaki charakter mają przybrać moje piosenki. Innym aspektem jest to, że spotkałam na swojej drodze ludzi, którzy pomagają mi to realizować.

– Przy solowym projekcie wśród współpracowników pojawia się Marek Kościkiewicz. Będą inne gwiazdy polskiej piosenki?

– Autorem wszystkich tekstów będzie wybitny poeta Michał Zabłocki. Michała poznałam w 2009 roku, przy okazji wspólnego projektu z zespołem SANE. Od tamtego czasu chciałam, żeby to on został autorem tekstów, mojego solowego projektu. Tak też się stało. Michał jako pierwszy dowiedział się także o moich planach. Dzięki Michałowi Zabłockiemu poznałam Marka Kościkiewicza, który wcześniej „zarażony” pomysłem przez Michała, zgodził się na współpracę, komponując dla mnie kilka pięknych melodii. Na współpracę zgodzili się także Janusz Mus, założyciel i lider zespołu Brathanki, jak i Marcin Nierubiec, muzyk i kompozytor, mający na swoim koncie utwory napisane m.in. dla Maryli Rodowicz, Krzysztofa Krawczyka czy Krzysztofa Kiliańskiego. Całą oprawą aranżacyjną-producencką zajmie się Chris Aiken – z  pochodzenia Kanadyjczyk, który od ponad 10 lat mieszka w Polsce. Mastering zaś będzie dziełem Brada Blackwooda - kilkukrotnego zdobywcy Grammy w tej dziedzinie.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Arkadiusz Kałucki

Fot. A. Ferduła

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się.