W rolach głównych suka biłgorajska i fidel płocki - z duetem InFidelis Heleną Matuszewską i Martą Sołek, multiinstrumentalistkami aranżującymi na nowo melodie ludowe ze zbiorów Kolberga i innych monografii muzyki ludowej rozmawia Arkadiusz Kałucki

– Przybliżcie nam genezę powstania duetu InFidelis?

Helena Matuszewska –  InFidelis to instrumentalny duet, w którym główne role grają suka biłgorajska i fidel płocka – dwa niezwykłe polskie instrumenty ludowe. Pomysł na ten projekt powstał, kiedy poznałyśmy się z Martą, tylko musiałyśmy do niego dojrzeć. Obie otrzymałyśmy klasyczne wykształcenie muzyczne – Marta na wiolonczeli, ja na skrzypcach. Obie interesujemy się muzyką ludową i folkową. Obie fascynujemy się tradycyjnymi instrumentami z całego świata. Obie lubimy tworzyć nowe muzyczne światy czerpiąc z tradycji. Nasza muzyczna podróż z Martą zaczęła się jakiś czas temu – poznałyśmy się w zespole Arcus Poloniae, a od 3 lat trwa nasza przygoda z zespołem Same Suki, którego jesteśmy współzałożycielkami i który wykorzystuje instrumenty etniczne z całego świata. Dla Samych Suk powstał mój utwór„Błądzony”. To właśnie wtedy zrodził się pomysł na duet, w którym suka biłgorajska i fidel płocka będą najważniejsze. Od początku chciałyśmy czerpać z tradycji, ale bez wierności rutynie. Do „Błądzonego” dołączył „Szlochany”, „Ciosany”, „Gwizdany” etc. Powstał pomysł na nagranie płyty, której punktem wyjścia jest działalność Oskara Kolberga - etnografa, muzyka i folklorysty żyjącego w XIX wieku. Jego najważniejszym dokonaniem było stworzenie podstaw etnografii polskiej.

Marta Sołek - W 2014 roku otrzymałyśmy od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego stypendium „Młoda Polska” na realizację dwupłytowego albumu „Projekt Kolberg”, który we wrześniu tego roku ukazał się nakładem wydawnictwa Karrot Kommando.

– Do wspomnianego już „Projektu Kolberg” dołączyły jeszcze dwie osoby, które są autorami etiudy filmowej. Czyj to był pomysł i jakie są tego efekty?

Mart Sołek  –  Zbiory etnograficzne Kolberga nie ograniczają się tylko do muzyki. Kolberg jako folklorysta kolekcjonował wszystko co ludowe. Wiele w tej kwestii wyjaśnia nazwa jego najważniejszego, kilkudziesięciotomowego dzieła „Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce”. Był to jeden z powodów, dla których nie chciałyśmy płyty ograniczać tylko do warstwy muzycznej i zaprosiłyśmy do współpracy twórców wspaniałych animacji poklatkowych – Kamilę i Mirka Sosnowskich.

Helena Matuszewska - Tak jak wspomniałam „Projekt Kolberg” to album dwupłytowy. „Etnogramy” to ścieżka dźwiękowa, na której znajdują się InFidelisowe aranżacje melodii ludowych ze zbiorów Kolberga oraz innych monografii muzyki ludowej z Polski. O takich wariacjach na temat melodii z Kolbergowskich sztambuchów nie śniło się pewnie entografom. Druga płyta to animowany film „Kolekcjoner”- symboliczna podróż po pewnej szczególnej bibliotece. Po dziwacznym organizmie pełnym katalogowych szufladek, wypełnionych zapiskami Kolberga. Został on zrealizowany bardzo plastyczną techniką animacji poklatkowej i jest impresją na temat poszukiwań etnografa.  

– Na jakie trudności napotkałyście podczas realizacji „Projektu Kolberg”?

Helena Matuszewska – Projekt z założenia był próbą przekroczenia pewnych granic, ale według określonych zasad. Przede wszystkim chciałyśmy sprawdzić możliwości naszych instrumentów i własnych palców. Na suce i fideli gra się techniką paznokciową, typową dla smyczkowych instrumentów bliskowschodnich (gadułka, lira grecka, tureckie kemanche, hinduskie sarangi). To znaczy że struny przyciska się z boku, skracając je dotykiem płytki paznokcia, a nie opuszkiem palca z góry jak na skrzypcach czy wiolonczeli. Daje to zupełnie inne możliwości dźwiękowe, ale jest też sporym technicznym ograniczeniem. Chciałyśmy sprawdzić, na ile możemy te ograniczenia przekroczyć. Jak mocno „fidelowe tabu” siedzi w naszych głowach, a na ile jest rzeczywistą przeszkodą. Co ważne – robiłyśmy to nie próbując wydobywać z suki i fideli brzmienia klasycznych skrzypiec czy nawiązywać do brzmień instrumentów bliskowschodnich. Pozwoliłyśmy im być sobą. Często „potykałyśmy się” o własne palce i smyczki, pewne reczy nie przychodziły łatwo. Na przykład granie dwudźwięków na suce łączy się z taką kombinacją w układzie palców, że przypomina to rodzaj wyrafinowanej sztuki walki lub egzotyczny taniec. Wyzwaniem i niesamowitą lekcją pokory był też trzeci instrument w naszym duecie - looper. To elektroniczne urządzenie, które nagrywa i zapętla ścieżki muzyczne oraz fragmenty melodii. Daje możliwośc tworzenia wielowarstwowych aranżacji przy użyciu tylko dwóch osób i dwóch instrumentów. Wymaga sporej koncertracji i refleksu, podzielności uwagi na to co właśnie gram, jak gram i na to co jednocześnie nagrywam naciskając odpowiednie przyciski nogą, a dodatkowo pilnując żeby instrument w tym czasie nie zjechał mi z kolan. Teraz już trochę lepiej rozumiem jaką niesamowitą robotę wykonują perkusiści grając jednocześnie różne rytmy każdą kończyną.

AK – Czy to, co pozostawił nam Oskar Kolberg jest dla Was obu jako multiinstrumentalistek zaskakujące?

Marta Sołek – Spuścizna jaką pozostawił po sobie Oskar Kolberg jest ogromna. To kompendium wiedzy o naszej kulturze, kolekcja melodii ludowych, zbiór zwyczajów, których nie ma już w naszej codzienności. Gdyby nie ogromna praca Kolberga większa część naszych dawnych tradycji odeszłaby w zapomnienie, Dzięki monografiom Kolberga możemy się dowiedzieć jak się dawniej żyło, jakie były wierzenia, zabobony, stroje, potrawy, zwyczaje czy melodie. W tym kontekście często przekopując się przez zbiory kolbergowskie byłyśmy zaskoczone tym, co udało nam się znaleźć. Przykładem może być melodia, którą wykorzystałyśmy w utworze „Nieokrzesany”- kiedy ją znalazłam w żaden sposób nie przypominała mi melodii ludowej. Skłonna byłam raczej stwierdzić, że jest to melodia jakiegoś współczesnego kompozytora, która przez przypadek zabłądziła do zeszytów Kolberga.

– Suka biłgorajska i fidel płocka to polskie instrumenty ludowe, które wiodą prym w nagraniach zamieszczonych w „Projekcie Kolberg”. Ten zestaw wynikał z odczytanych źródeł, gdzie jest skromność, prostota, naturalność czy tak Wam w sercu grało?

Helena Matuszewska – Jeżeli chodzi o przekazy źródłowe to nie ma żadnych dowodów na to, że te dwa instrumenty pochodzą z podobnego okresu w historii. Oba są chordofonami smyczkowymi należącymi do rodziny fideli kolanowych, na obu gra się techniką paznokciową. Często wykorzystujemy sukę czy fidel jako instrumenty melodyczne w różnych zespołach. Bardzo chciałyśmy stworzyć projekt, w którym suka i fidel będą po prostu najważniejsze. Gdzie będą mogły same wypełnić całą muzyczną przestrzeń. Projekt czysto instrumentalny, pozwalający na ich twórczą eksploatację.

Marta Sołek - Do nagrań przy płycie „ProjektKolberg” wykorzystałyśmy też brzmienie wiolonczeli, bębna obręczowego, skrzypiec, stopy perkusyjnej. Ale wszystkie te instrumenty są podporządkowane dwóm królowom naszego duetu – suce i fideli. Na koncertach wygląda to podobnie. Na scenie pojawiają się fidel, suka lub dwie suki i w niektórych utworach wiolonczela. W stwarzaniu wielowarstowych aranżacji na żywo pomaga nam na scenie wspomniany już looper. Pozwala to na dużą swobodę w improwizacji. Dzięki temu każdy koncert to jakby stwarzanie utworów od nowa.

– Gdyby była taka możliwość, to o co byście zapytały Oskara Kolberga?

Marta Sołek – Zapytałabym go o wiele rzeczy. O to jak przebiegały jego podróże przez Polskę, jakie przygody spotkały go po drodze, jakie trudności, jakie radości. Zapytałabym o ludzi, których spotykał na swej drodze - jacy byli, co ich cieszyło, jakie były ich smutki, jak wyglądało ich życie. Pojawiają się głosy, że nie wszędzie był witany z otwartymi rękami - często ludzie byli nieufni, nie od razu chcieli opowiadać o swoim życiu codziennym czy dzielić się opowieściami. Z wielką przyjemnością posłuchałabym jak to naprawdę wyglądało. Chętnie zapytałabym też o sukę biłgorajską. I skąd brał siły na ciągłe podróże.

– Oskar Kolberg pozostawił po sobie dzieło liczące 33 tomy pt. „Lud i jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusta, zabawy, pieśni, muzyka i tańce” wydane jeszcze za jego życia. Ponad drugie tyle jest w zachowanych notatkach. Nie będziecie narzekały na brak pracy twórczej.

Helena Matuszewska – Zbiory Kolberga są rzeczywiście ogromne i można by w nich zniknąć na całe życie. Kolberg stworzył podwaliny współczesnej etnografii i etnomuzykologii. Istnieje także wiele innych monografii poświęconych polskiej kulturze ludowej i polskiej muzyce tradycyjnej różnych regionów. Pomysłów można szukać w wielu miejscach, więc rzeczywiście na brak inspiracji do pracy twórczej nie mogę narzekać. Każdy zrealizowany projekt rodzi pomysł na następny i napędza do działania. Przydałoby się tylko trochę więcej czasu, żeby móc to wszystko spokojnie zrealizować.

– Czy InFidelis będzie koncertowało razem z waszym rodzimym zespołem Same Suki?

Helena Matuszewska –W zasadzie to InFidelis już od dawna koncertuje z Samymi Sukami, ponieważ bez nas w Sukach nie grałyby suki. Same Suki to zespół, który wspólnie zakładałyśmy i który nadal współtworzymy. Właśnie trwają prace nad nowym materiałem na drugą płytę. Twórczość InFidelis i Samych Suk poniekąd się przenika, ponieważ oba zespoły korzystają z muzyki źródeł. Na razie staramy się naszych prac nie mieszać, ale czas pokaże czy zaowocuje to jakimiś wzajemnymi inspiracjami.

Marta Sołek - Nasza podróż jako duetu dopiero się zaczyna. W tej chwili koncentrujemy się w InFidelis na pracy tu i teraz oraz budowaniu własnej muzycznej drogi. Płyta „Projekt Kolberg” dopiero się ukazała będąc jednocześnie naszym zespołowym debiutem. Pojawiło się kilka propozycji współpracy i kooperacji scenicznych, zobaczymy czym to zaowocuje. Uważamy że dobrze stwarzać różne muzyczne przestrzenie i sytuacje.

– Komu byście zadedykowały „Projekt Kolberg”?

Marta Sołek – Płyta dedykowana jest wszystkim ludziom bez wyjątku. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Starsi - tematy ludowe, które pamiętają ze swojego dzieciństwa. Młodzi odnajdą tu nawiązania do muzyki naszych czasów - reggae, metalu czy bluesa. Płyta obejmuje swoją tematyką i melodiami całą Polskę, także każdy znajdzie w niej coś ciekawego.

Helena Matuszewska – Ja zadedykowałabym „Projekt Kolberg” wszystkim współczesnym kolekcjonerom. Ludziom, którzy kultywują tradycję tańcząc oberki w miejskich podwórkach, zapaleńcom jeżdżącym po wsiach, odszukującym grających ludowiznę muzykantów i uczącym się od nich, charyzmatycznym organizatorom tworzącym festiwale muzyki tradycyjnej i etnicznej. Bez nich nie byłoby fundamentu, podstawy do stworzenia tej płyty.

- Dziękuję za rozmowę

Fot. Bartek Muracki

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się.