Aktorstwo to wieczna niewiadoma - podkreśla w wywiadzie Sylwana Skarżyńska – Rutledge, aktorka telewizyjna, teatralna i filmowa, użytkowniczka Portalu Ludzi Sztuki

- Jeśli dobrze policzyłem, to od siedmiu lat starasz się poważniej zaistnieć w świecie aktorskim. Występowałaś zarówno w spektaklach teatralnych między innymi u reżysera Edwarda Linde – Lubaszenki w „Moskiewskich Kurtyzanach” czy też u Magdaleny Cwenówny – Hanuszkiewicz w „Moralności Pani Dulskiej”. Zagrałaś w filmach krótkometrażowych, dokumentalnych, ale także w kinowych „KacWawa” Łukasza Karwowskiego czy „Król życia” Jerzego Zielińskiego. Trafiłaś też do serialu telewizyjnego „Na Wspólnej”.  Który z tych trzech obszarów jest najbliższy twojemu sercu?

– Serce nie sługa i niestety w tej kwestii muszę przyznać się do bigamii. Są to różne obszary, ale równie interesujące z aktorskiego punktu widzenia, choć w każdym z nich jest kompletnie inna specyfika pracy. Teatr jest jak świątynia, a na scenie czujesz się jak kapłan. Ceremonia jest przygotowana w każdym szczególe. Zapalają się światła i jesteś. Musisz tu zapomnieć o swoim strasznym uczuciem, że cię obserwują zgromadzeni ludzie i skupić się jedynie na wypracowanej podczas wyczerpujących prób roli. Teatr to zespół, którego jesteś częścią, a gdy kurtyna jest w górze trzeba ze sobą współpracować. Film to zaś już trochę inna, lecz równie piękna bajka. W pewien sposób jest to nobilitacja i świadomość bycia wybranym spośród wielu osób, które brały udział w castingu. Przyjeżdżasz jedynie na swoje sceny i nie poznajesz całej ekipy. Jest za to komfort pracy, jest czas na poprawki, są powtórzenia, a reżyser, który wszystko widzi może w każdej chwili przerwać ujęcie jeśli nie będzie spójne z jego wizją i dowolnie manipulować zainscenizowaną rzeczywistością. Sam nie widzisz efektu końcowego, stresujesz się czy montażysta wybierze najlepsze duble i nie wiesz czy film spodoba się publiczności. Niestety często z przyczyn technicznych, trzeba długo czekać na scenę. Ale jak kochasz, to poczekasz…

– Do castingu przygotowujesz się jakoś specjalnie, czy idziesz tam „z marszu”?

–  Casting jest jak randka. W głowie rodzi się scenariusz idealny. Tworzysz wizję jak chcesz wyglądać, co powiesz i oczywiście liczysz na drugie spotkanie. Wygrany casting równa się praca, czyli pieniądze. Udana randka, to miłość i związek, czyli sukces. Mając świadomość tego, jak wiele zależy od tego spotkania, nigdy nie weszłam do studia nieprzygotowana, czyli bez znajomości tekstu lub bez analizy opisu postaci. Czasami, kiedy nie jestem pewna czy dobrze przemyślałam rolę, mam gorszy dzień lub atmosfera nie jest sprzyjająca, zdarza mi się po prostu zrezygnować z castingu.

– Kto zaszczepił w tobie chęć bycia aktorką? Kto jest dla ciebie aktorskim wzorem do naśladowania?

–  W domu oprócz łóżka, szafy czy krzesła było takie gadające pudełko z poruszającymi się obrazkami. Od najmłodszych lat jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w nie. To był telewizor, który w sekundę przenosił mnie w inny świat. To właśnie to urządzenie zaszczepiło we mnie miłość do aktorstwa. Pierwszą moją aktorską inspiracją była Aleksandra Śląska, niezapomniana królowa Bona i Liza z „ Pasażerki” oraz Helena Modrzejewska i Antonina Dziwisz, kreowane przez Krystynę Jandę. Z zagranicznych aktorek cenię Liv Ullmann, muzę Ingmara Bergmana, szczególnie za Elżbietę Vogler i Jenny Isaksson oraz Meryl Streep jako Zofię Zawistowski i uroczą baronową von Blixen.

– Wymarzona rola teatralna oraz filmowa, którą chciałabyś odegrać, to… ?

–  Ludzie są pełni sprzeczności, niedoskonałości, wręcz asymetryczni, dlatego nie ma postaci idealnych. Jest jednak jakaś metafizyczna więź z bohaterką dramatu lub scenariusza. Czytasz tekst i myślisz, to ja. Rozumiem te problemy, dobre lub złe wybory. Odnajdujesz swoje pragnienia w cudzym tekście i chcesz stać się tą postacią. Swoją pracę magisterską poświęciłam „Studium o Lady Makbet”, gdyż bardzo mnie zainspirowała i chciałabym się z nią utożsamić na dużej scenie. W filmie marzę, żeby przybliżyć widzom postać Sygrydy - Świętosławy, córki Mieszka I i siostry Bolesława Chrobrego. Ta Polka była królową Szwecji, Danii, Norwegii i Anglii, jedną z najbardziej wpływowych kobiet średniowiecza. W sagach opisywana jest jako osoba dumna i bezwzględna. Legenda głosi, że gdy owdowiała, spaliła żywcem mało ważnego króla, który ubiegał się o jej rękę, a kiedy została odrzucona przez ukochanego  Olafa, uknuła intrygę doprowadzając do jego śmierci. Była matką Kanuta Wielkiego, który podbił Anglię. Myślę, że świat jest gotowy, żeby zobaczyć film historyczny o kobiecie z europy wschodniej, która nie jest tylko ładnym dodatkiem do mężczyzny.

– Aktorstwo to zawód, który chcesz wykonywać do końca życia czy masz może coś w rezerwie?

–  Fortuna kołem się toczy. Raz przynosi szczęście, raz rozpacz. Jednego dnia pracujesz, drugiego nie. Nie ma ciągłości, trwa wieczna sinusoida. Nie bez przyczyny bogini losu przedstawiana jest z zasłoniętymi oczami i rogiem obfitości. Aktorstwo to wieczna niewiadoma. Nigdy nie wiesz, co przyniesie nowy dzień. Jak dziecko w ciemności błądzisz po krętej drodze licząc, że kiedyś wyjdziesz na prostą. Decydując się na ten zawód albo jest się szaleńcem chcącym tylko błyszczeć w świetle reflektorów i fleszy, albo ma się misję zwaną powołaniem. Nie mam planu „b”, w rezerwie nie czeka perspektywa ciepłej posadki w biurze i comiesięczna pensja. Może nie jestem tak piękna jak Helena Trojańska, żeby doprowadzić do  wojny, ale z przyjemnością niczym Kasandra mogę przepowiedzieć klęskę.

– Czy według ciebie internetowy Portal Ludzi Sztuki, i możliwości, jakie stwarza, ułatwia przyszłym aktorom dostanie się na salony X Muzy? A może nie tędy droga, by zdobyć uznanie wśród filmowców?

– Szczęściu trzeba trochę pomóc, a czasami wystarczy być w odpowiednim miejscu i czasie. Nie ma złotego środka ani przepisu, jak zrobić karierę aktorską i zdobyć uznanie w branży filmowej. Każda biografia jest inna, czasem decyduje przypadek, czasem potrzeba lat ciężkiej pracy w  teatrze, by dojść na szczyt. Internet jest podstawowym źródłem informacji i promocji, z którego korzystają również agencje aktorskie. Daje możliwość zaistnienia globalnie. Wystarczy załączyć zdjęcie lub video i ocenia cię cały świat, może pomóc albo zniszczyć.  Nie ma aktorów, których wszyscy uwielbiają. Coś co dla jednych jest wyjątkowe, innym może wydać się sztuczne. Nie jest sztuką podobać się wszystkim reżyserom, lecz szczęściem jest pracować z tymi najzdolniejszymi.

– Dziękuję

Rozmawiał: Arkadiusz Kałucki

Fot. Rachele Maggi, Barbara Owczarewicz

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się.