Prawda się przebije – uważa Anna Głogowska, trzykrotna Mistrzyni Polski, dwukrotna finalistka Mistrzostw Świata i wicemistrzyni Europy w South American Show Dance, mentorka Portalu Ludzi Sztuki

- Nie udawałam, pokazywałam słabość i desperację – o swojej drodze na sam szczyt osiągnięć w tańcu towarzyskim oraz udziale w Tańcu z gwiazdami opowiada Anna Głogowska, trzykrotna Mistrzyni Polski, dwukrotna finalistka Mistrzostw Świata i wicemistrzyni Europy w South American Show Dance

- Osiedlowy Dom Kultury „Kamionek” u Państwa Bartoniów, tam wszystko się zaczęło. Jakie wspomnienia nosisz w sercu związane z tym miejscem?

- Za każdym razem, kiedy tamtędy przejeżdżam mam dreszcze. Z Państwem Bartoniów łączy nas niewiarygodnie silna więź, która przetrwała już 25 lat. Myślę, że gdybym trafiła do kogoś, kto by mnie inaczej zrozumiał, dyscyplinował w sposób dla mnie nieprzyjemny, motywował negatywnie – w ogóle nie byłabym tancerką.

-  Dostałaś więc solidny fundament. Później było już tylko łatwiej?

- W tańcu nigdy nie jest łatwo. Nie, nie chcę powiedzieć, że taniec to pasmo samych wyrzeczeń, bo tancerz wyrzekłby się siebie gdyby nie tańczył, ale gdybym miała policzyć chwile szczęścia i te, kiedy chlipałam w rękaw, to tych drugich było zdecydowanie więcej.

- Co jest dla tancerza najtrudniejsze?

- Wytrzymać ze swoim partnerem w szacunku. Niewiarygodnie trudno jest powściągnąć emocje na tyle, by nie pokazać swojej brzydkiej strony. Taniec to pasja, a pasji towarzyszą skrajne emocje. Tak, z perspektywy czasu uważam, że utrzymanie wzajemnego szacunku i zrozumienia jest najtrudniejsze.

-  W jednym z wywiadów wspomniałaś, że nie miałaś pieniędzy na najlepszych trenerów, widowiskowe suknie, czy drogie kosmetyki. To elementy, które w tańcu towarzyskim poza ciężką pracą mają znaczący wpływ na osiągnięcie sukcesu. Jak wypełniłaś tę lukę?

- Wiesz, ja nie udawałam. Pokazywałam słabość i desperację i przez to byłam chyba interesująca dla sędziów. Nie miałam, ani pięknych sukienek, ani nawet świadomości ciała. Usilnie chciałam pozostać sobą. Wyrażać to, co rzeczywiście czuję i jaka jestem. Mówili mi: "Wyglądaj jak Ewa Szabatin", a ja chciałam pozostać sobą, Anią Głogowską.

- Pośród sukienek z błyszczącymi kamieniami Swarovskiego przebiła się prawda, zgodzisz się?

- Tak, świetnie to określiłaś. Prawda i autentyczność została zauważona i można powiedzieć, że doprowadziła mnie do zdobycia najwyższej klasy tanecznej, na podium podczas Mistrzostw Polski i pomagała, kiedy osiągałam inne sukcesy w tej materii.

- Mówi się, że, aby zostać zauważonym w świecie sztuki trzeba mieć szczęście do ludzi. Jak to było u Ciebie?

- Powiedziałabym nieprawdę, gdybym wskazała teraz tylko tych, którzy rzeczywiście widzieli we mnie kogoś, komu warto pomóc, pociągnąć go.  Wielokrotnie usłyszałam, że nie znam się na technice, mam nieodpowiedniego partnera, albo, że nie jestem „zrobiona”, ale ja na tych negatywnych słowach się hartowałam. Wściekłość często była dla mnie motywatorem, dlatego wszystkim ludziom, którzy się pojawili na mojej drodze coś zawdzięczam. Paradoksalnie, sama nie wiem, jak to się stało, że doszłam tak daleko. Mogę teraz wymienić dziesiątki tancerzy, którzy trenowali znacznie więcej, pobierali lekcje u sław, dziewczyny miały piękne ciała, sukienki jak marzenie, a odpadły gdzieś po drodze. Nie wiem, nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć.

- Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłam Cię w Tańcu z Gwiazdami, taką kipiącą energią i ciągle uśmiechniętą, pomyślałam – musiała mieć wszystko: pieniądze, najlepszych trenerów, najdroższe stroje. Teraz wiem, że się myliłam.

- Wiesz, Taniec z gwiazdami zupełnie zmienił mi perspektywę patrzenia na taniec. Ta radość, którą widziałaś była prawdziwa, bo dzięki temu programowi taniec stał się dla mnie przyjemnością, a nie udręką jak to było dotychczas.

- Możesz to rozwinąć?

- Całe życie trenowałam w starych butach dojeżdżając na próby w piwnicach rowerem, z magnetofonem na bagażniku. Taniec kojarzył mi się z czymś niewygodnym, ciągle z tyłu głowy słyszałam „musisz”. Musisz słuchać trenerów, musisz jeździć na turnieje, bo wypadniesz z rankingu. Ten program pokazał mi, że ja nic nie muszę, dowartościował mnie. Dowiedziałam się, że to, co jest potrzebne już w sobie mam.

- Dowiedziałaś się tego, dzieląc się tym, co już masz?

- Tak, zeszło ze mnie pewnego rodzaju obciążenie i poczułam radość z tego, że możemy się wzajemnie uzupełniać. Każdy w tym programie czerpie – tancerz  z gwiazdy i gwiazda z tancerza. Wymieniamy się pomysłami, inspiracjami, doświadczeniami. Naprawdę przeżywamy tam swoją przygodę życia!

- W 2013 roku oficjalnie zakończyłaś swój udział w turniejach tańca. Co najczęściej powtarzasz swoim uczniom prowadząc obecnie zajęcia w szkołach tańca?

- Niczego nie oczekuj, ani nie żądaj. Nie myśl, że jeśli dużo pracujesz, to dostaniesz za to nagrodę. Jeśli tańczysz to znaczy, że musisz.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Iza Wojtowicz
Fot. Aga Taukert

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się.